piątek, 10 lutego 2017

Miejsce Wspomnień.

Mimo, że ich już nie ma, chcę, żeby ktoś o nich pamiętał.
Miałam kiedyś wilczura niemieckiego, Karolka. W wieku 12 lat, trzeba było go uśpić, bo był chory na poważnego raka kości. Był bardzo posłuszny i nigdy nie chodził na smyczy. zanim się przeprowadziliśmy do Chotomowa, mieszkaliśmy w Warszawie. Nawet tam zawsze chodził sam. Wiedział, kiedy się zatrzymać na przejściu. Ale dość o nim. Teraz napiszę o naszym poprzednim Brutku. pewnego Sylwestra jakiś pies, bardzo duży, wystraszył się po fajerwerkach, i kłapnął go. Umarł w wieku 2 lat. Był bardzo miłym pieskiem, co nosił gałęzie większe od niego, co wyglądało tak, jak gdyby głowa mu się miała zaraz urwać. Kochał lizać stopy i ręce, a najbardziej,kiedy był na nich krem. Chyba wystarczająco już napisałam o psach. To teraz napiszę o myszkach japońskich. Na początku miałyśmy tylko Romea i Julię, a rozmnożyły się tak, że aż hej! W pewnym miocie było aż 32 małe myszki. Nie mogę napisać, jak umierały, bo trwało to by za długo. Dla odmiany napiszę teraz o rybkach. Kiedy byłyśmy same w górach: ja, Kasia i mama, zostawiłyśmy je pod opiekę naszego taty, a tata je przekarmił i puf!-już było po rybkach. 
         To jest Białousia z małymi myszkami.:)

A to jest Kremuś.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz